Hola! Buenos dias Amigos,
mam nadzieję, że stęskniliście się za Bambusowymi Opowieściami.
Wiele się działo w ostatnich miesiącach i musiałem skupić się na zdrowiu. Wszystko jest już dobrze i mogę wznowić snucie opowieści...
A teraz, usiądź wygodnie i wyobraź sobie wschód słońca nad półwyspem Jukatan.
Tu poranki mają szczególny smak. Powietrze jest ciężkie od soli znad Zatoki Meksykańskiej, pachnie wilgotną ziemią, a pierwsze światło dnia powoli budzi laguny ukryte między mangrowcami, zmieniając powoli barwę ziemi na kolor rozgrzanej miedzi.
Dziś zabieram was w podróż do miejsca, które zimą zamienia się w jeden z najbardziej niezwykłych spektakli natury w Meksyku.
Tym razem moja podróż – jak zwykle śladami bambusowych lasów świata i historii zapisanych w krajobrazie – zaprowadziła mnie w zupełnie inne miejsce.Do Celestún, gdzie zimą zbierają się tysiące flamingów, a mangrowe lasy skrywają więcej tajemnic niż niejedna dżungla.
Ta niewielka rybacka miejscowość położona jest około dziewięćdziesięciu kilometrów na zachód od Méridy i to właśnie tutaj, na skraju Zatoki Meksykańskiej, znajduje się ogromna laguna, w której każdego roku zimują flamingi.

Moją podróż zaczynam jeszcze przed świtem w Méridzie. Miasto dopiero się budzi, a ulice są niemal puste.
To zaledwie około 90 kilometrów, więc podróż samochodem nie zajmuje zbyt wiele czasu. Droga prowadzi przez płaski krajobraz Jukatanu – wioski z pastelowymi domami, stare plantacje i słone równiny, które w porannym świetle wyglądają jak wyschnięte jeziora.
Do Celestún można dotrzeć na kilka sposobów.Najłatwiej wynająć samochód – wtedy podróż trwa około półtorej godziny a koszt to około 150 zł. Można też pojechać autobusem z Méridy albo dołączyć do zorganizowanej wycieczki. W tym przypadku zajmie to ponad 2,5 godziny.
Ale najważniejsze jest jedno – przyjechać tu jak najwcześniej.
Bo to właśnie o poranku laguna pokazuje swoje prawdziwe oblicze a flamingi są najbardziej aktywne.

Celestún to niewielkie rybackie miasteczko, gdzie czas płynie wolniej niż gdziekolwiek indziej na Jukatanie. Przy wjeździe do miasta, tuż przy moście nad laguną, znajduje się przystań, z której odpływają motorowe łodzie do rezerwatu biosfery.
Łodzie mieszczą zwykle 6–8 osób, a rejs trwa od dwóch do trzech godzin. Najprostsza wersja wycieczki kosztuje około 350–400 pesos za osobę, jeśli dzieli się łódź z innymi turystami, natomiast prywatny rejs może kosztować około 1200–1500 pesos za całą łódź.
Kapitan mojego niewielkiego skiffa odpalił silnik i po chwili sunęliśmy już po spokojnej wodzie estuarium.
I wtedy zaczyna się prawdziwa przygoda.

Gdy podpływamy bliżej, okazuje się, że to nie jest smuga…
To tysiące flamingów stojących w płytkiej wodzie laguny.
Celestún to jedna z największych kolonii flamingów w Ameryce. Zimą przybywa tu nawet kilkadziesiąt tysięcy ptaków, które żywią się drobnymi skorupiakami z laguny – to właśnie one nadają piórom intensywny, łososiowy kolor.
Gdy łódź zbliżyła się do płytkiej części laguny, zobaczyłem całe stada ptaków brodzących w wodzie.
Flamingi poruszały się powoli, niemal ceremonialnie. Zanurzały dzioby w wodzie, a potem unosiły głowy, jakby coś szeptały między sobą. Czasem nagle jedno z nich rozpościerało skrzydła i nagle w powietrzu pojawia się intensywny błysk różu i czerni.
Kapitan wyłączył silnik.
Przez chwilę panowała cisza…
Od teraz słychać tylko szum wiatru i ciche pluski wody.
Flamingi wyglądają jak żywe płomienie odbijające się w powierzchni laguny.
I ponownie, tylko plusk wody i szelest skrzydeł.

Kolor flamingów nie jest przypadkowy. Ptaki żywią się drobnymi skorupiakami i algami żyjącymi w wodach laguny. To właśnie pigment zawarty w tych organizmach nadaje piórom charakterystyczny różowy kolor.
Im więcej takich skorupiaków w diecie – tym bardziej intensywny odcień.
Gdy pytam miejscowych rybaków o skorupiaki, ci, z tajemniczym uśmiechem na twarzy, opowiadają starą majańską legendę.
Legenda o ptakach zachodu słońca
Według niej flamingi są strażnikami zachodzącego słońca.
Dawno temu – mówi legenda – bogowie wysłali na ziemię ptaki, które miały pilnować bramy między światem ludzi a morzem. Każdego wieczoru zabierają one ze sobą ostatnie promienie słońca i dlatego ich pióra mają kolor płonącego nieba.
Kiedy tysiące flamingów startuje jednocześnie do lotu, naprawdę można odnieść wrażenie, że fragment zachodu słońca właśnie unosi się nad laguną i łatwo uwierzyć w tę opowieść.

Po spotkaniu z flamingami łódź skręciła w wąski kanał.
Z każdej strony otaczały nas mangrowce – drzewa o splątanych korzeniach, które wyglądają jakby chodziły po wodzie. Ich gałęzie tworzyły nad nami zielony tunel.
Kanał robi się coraz węższy.
Światło filtrowane jest przez zielone liście, a powietrze staje się chłodniejsze.
W tym miejscu rezerwat naprawdę zaczyna pokazywać swoje drugie oblicze.
Mangrowe lasy są domem dla wielu zwierząt.
Można tu zobaczyć czaple, ibisy, pelikany i kormorany. Pod korzeniami drzew często śpią kolonie nietoperzy.
A czasem – jeśli ma się szczęście – można też wypatrzyć krokodyla wygrzewającego się w cieniu.
Cały ten ekosystem jest niezwykle bogaty – w rezerwacie żyją dziesiątki gatunków ptaków i innych zwierząt związanych z wodnym światem mangrowców.

Najbardziej niezwykłym miejscem rejsu jest niewielka lagunka ukryta wśród drzew.
Woda nagle zmienia tu kolor – z mętnej zieleni laguny w przejrzysty turkus. To naturalne źródło słodkiej wody, które wypływa spod ziemi w samym środku mangrowego lasu.
Kapitan wyjaśnił, że woda pochodzi z podziemnych rzek Jukatanu – tego samego systemu cenot, który od tysiącleci był dla Majów świętym miejscem.
W miejscu, gdzie słodka woda miesza się ze słoną, powstaje niezwykły ekosystem pełen ryb i ptaków.
Majowie wierzyli, że takie miejsca są portalami do świata duchów. Niektórzy mówią, że to właśnie tu mieszkają aluxes – małe duchy, strażnicy lasów i cenot.Jeśli ktoś zakłóci spokój mangrowców, potrafią sprawić, że łodzie zgubią drogę wśród kanałów.
Może to się przytrafić nawet najbardziej doświadczonym rybakom.

Gdy wracaliśmy do przystani, słońce stało już wysoko. Woda błyszczy jak lustro.
Laguna mieniła się srebrnym światłem, a flamingi powoli przesuwały się w stronę dalszych płytkich wód.
Celestún nie jest miejscem spektakularnym w klasycznym sensie.Nie ma tu wysokich gór ani dżungli.
Ale jest coś innego.
Spokój laguny. Tysiące różowych ptaków.I mangrowe lasy, które od wieków skrywają swoje historie.
A kiedy odpływa się stąd z powrotem w stronę Méridy, ma się wrażenie, że gdzieś między korzeniami drzew i cieniem wody wciąż czuwają dawne duchy tego miejsca.
Może właśnie dlatego flamingi wracają tu co roku?
Bo niektóre miejsca na świecie po prostu pamiętają więcej niż inne.
Jakby dawny świat Majów nadal tu był.
Ukryty w cieniu mangrowego lasu...


Muzyka do podcastu i radia pochodzi z serwisu Pixabay.com
Muzyka do podcastu i radia pochodzi z serwisu Pixabay.com
Muzyka do podcastu i radia pochodzi z serwisu Pixabay.com